Adirox

Moderator
  • Content count

    277
  • Punkty

    9,155 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    32

Adirox last won the day on March 19

Adirox had the most liked content!

Community Reputation

866

About Adirox

  • Rank
    Elitarny Mag
  • Birthday

Informacje

  • Płeć
    Mężczyzna

Profile Song

  1. Po dobraniu i zaakceptowaniu przez Gildię misji, których podjął się Rade, łowca natychmiast wziął się za tą, która potencjalnie mogła doprowadzić go na trop. Misja: Potwór w Kanałach Ranga: C Cel: Nieznany Nagroda: W zależności od tożsamości potwora. Kluczowa, a zarazem pierwsza misja, którą Rade wziął na odstrzał służyła mu nie tylko za zostanie oficjalnym członkiem gildii, ale i dostanie się do kanałów, bowiem od ich wdarcia się do miasta, zostały one obstawione przez strażników, dlatego też ciężko było się tam teraz dostać. Wykorzystując swój status tymczasowego członka gildii, strażnicy bez większych problemów wpuścili go na ten teren zamknięty, dzięki czemu mógł nie tylko zdjąć potwora do misji, ale i skupić się na szukaniu przejść, z których korzysta mroczna gildia. Taki wniosek nasunął mu się od razu po tym jak dostali się tu kanałami. „Albo kanały służyły im tylko jako nieoficjalne przejście, albo to w nich znajduje się przejście do mrocznej gildii.” Oznajmił na głos po dogłębnym zapuszczeniu się w kanały, jednak oprócz smrodu i kilku ludzkich szkieletów nie znalazł niczego wartego uwagi. Zwiedzając kanały przez dobre kilka godzin, Rade wciąż był skupiony na swoim celu jak i misji. Jednak żaden nie dawał o sobie znać, lecz wtem ujrzał jak coś przebiega kanałem prostopadłym do tego, w którym aktualnie się znajdował. Reagując niemalże natychmiastowo ruszył w pogoń. Aby nie zostać zauważonym zaczął biec po ścianie, co było możliwe tylko dla kogoś z bardzo wysokimi, a zarazem zrównoważonymi statystykami refleksu, szybkości i zręczności. Mknąć bezgłośnie po ścianach kanału, dzięki umiejętności „Cichych kroków” szybko dogonił swój domniemany cel, jednak tym co ujrzał nie był człowiek, a humanoidalny stwór. „Szlag.” Skomentował odruchowo widząc jak żółte ślepia potwora były skierowane w jego stronę. Potwór, z którym Rade miał okazję się spotkać był niczym innym jak Morskim Diabłem, który sam w sobie nie był dla niego wielkim zagrożeniem, jednak biorąc pod uwagę fakt, że te potwory żyją w stadach oznaczał, że w pobliżu musi być ich więcej. Rade nie czekając na ewentualne przybycie reszty Morskich Diabłów, skoczył w kierunku tego przed nim bez najmniejszego zawahania i będąc w powietrzu wystrzelił dwie strzały. Pierwsza przeszyła łydkę potwora, druga natomiast uderzając wprost w łeb tej kreatury pozbawiła ją życia. Po wylądowaniu, Rade od razu podbiegł do zwłok Diabła Morskiego, by wyciągnąć strzały, jednak w tym samym momencie spojrzał w kanał, którego wcześniej nie zauważył, a przez który biegło całe stado Diabłów Morskich. Oczy Rade’a zabłysły delikatnym światłem ukazującym jego opanowanie i rządzę mordu, a w następnej chwili korzystając ze strzał, które pozbyły się pierwszego diabła, posłał je po raz kolejny ku celom, jednak tym razem wykorzystał do tego swe umiejętności. „Złudna Strzała” i „Przeszywający Strzał” pojedynczo były zagrożeniem, jednak w połączeniu były jak słanie całego oddziału, tylko po to by zabić jednego wieśniaka. Morskie Diabły widząc nadciągające strzały zatrzymały się po czym odwróciły i rzuciły do ucieczki, jednak gdy tylko strzały dosięgły pierwsze cele, nie tylko przebiły je na wylot, ale i to samo zrobiły trafiając kolejne. Trzy Diabły Morskie padły w chwilę, a dwa wiły się z bólu. Pozostałe pięć natomiast rzuciło się do ucieczki, która im się udała, po poświęceniu połowy z nich. Rade widząc swoje dokonania tylko podszedł i wykończył Diabły Morskie z średniego dystansu przy pomocy kolejnych strzał, bowiem nawet gdy były ograniczone ruchowo, to nadal mogły poważnie zranić. Po wykończeniu ów dwójki, udał się w kierunku uciekających Diabłów Morskich, bowiem czuł, że mogą go one doprowadzić do celu jego misji. Diabły Morskie same w sobie są jak wodni zabójcy, nie atakują otwarcie, jednak zdarza się im porzucić ten zwyczaj, gdy jeden z nich ginie. Dlatego też te potwory są prawdziwą zmorą korsarzy. Rade biegnąc świeżym śladem szybko dogonił uciekające Diabły Morskie. Gdy upewnił się, że nie będą w stanie zrobić uniku, nałożył strzałę na cięciwę, po czym zatrzymał się i wystrzelił używając do tego kolejnej ze swych umiejętności. „Deszcz Strzał” sprawił, że jedna niewinna strzałą zmieniła się w osiem, z czego każda była w stanie zadać fizyczne obrażenia, dzięki czemu w jednej chwili pozbył się pozostałej piątki Morskich Diabłów. Jednak w tym samym momencie ryk bestii doszedł do jego uszy sprawiając, że po jego plecach przeszedł zimny dreszcz. Ignorując go zaczął się powoli zbliżać, a gdy podszedł do zabitych przez siebie Diabłów Morskich i spojrzał w głąb kanału, dostrzegł coś, co wymagało od niego chwili wyraźnego zastanowienia się. „Co w takim miejscu robi młode krakena?” Wyszeptał cicho nie mogąc uwierzyć, że młode potwora z okolic wyspy Andahor zapuściło się tak daleko, jednak w tym momencie ciekawsi dla niego byli jego przeciwnicy. Pięć osób w czarnych płaszczach nie mogąc nawet zranić młodego krakena, było zmuszane do robienia uników. Gdy tylko próbowali uciec młode oszałamiało ich atakiem dźwiękowym, który pozwalał mu na powalanie o wiele silniejszych przeciwników. Jednak pomimo, iż piątka z nim walcząca z pewnością była silna, to gdy zostawali trafieni atakiem dźwiękowym oszołomienie jakie młode krakena na nich nakładało wystarczało mu by uderzyć w nich macką. Cała piątka zachowywała się tak, jakby nie chciała zabić potwora, a jednocześnie samemu nie zostać zabitym, jednak ich umiejętności były za małe by oprzeć się atakom młodego krakena nie raniąc go przy tym. Rade widząc to nie mógł wyobrazić sobie lepszej okazji. „Jeśli chcecie to mogą wam pomóc w poskromieniu tego młodego krakena.” Jego pewny siebie głos dotarł do uszu całej piątki, która zdając już sobie sprawę z jego obecności była zmuszona działać, jednak nie była w stanie opuścić zasięgu młodego krakena. „Kim jesteś?” Wyraźny kobiecy głos wydostał się spod jednej z zakapturzonych postaci, która mogła tylko unikać ataków młodego krakena. „Mogę być waszym sojusznikiem, bądź katem, jednak...” W tym momencie Rade lekko się zawahał, po czym odwrócił się i zaczął wracać skąd przyszedł. „Jednak co?!” Męski głos rozbrzmiał w powietrzu, na co młody kraken zaryczał i odpowiedział atakiem dźwiękowym, który go oszołomił, a następnie posłał mężczyzną na ścianę. „Najpierw coś potwierdzę, a potem zdecyduję co z wami zrobić.” Lekki uśmiech pojawił się na twarzy Rade’a, którego wyraźnie bawiła ta sytuacja. „Co?!” Krzyknęła cała piątka, będąc wyraźnie zirytowanymi już tą sytuacją. „Należycie do mrocznej gildii, prawda?” Pomimo tego pytania Rade wydawał się już znać odpowiedź, jednak im dłużej to trwało tym bardziej wyglądał na podekscytowanego. ==== Jeśli się podobało zapraszam do komentowania, łapkowania i punktowania. Wymagania na kolejny rozdział to 20 łapek Powodzenia
  2. „Proszę mi wybaczyć, ale jeśli zdejmę hełm przy wszystkich tu zgromadzonych i Pan Dayn dowie się, że pokonał go ktoś taki jak ja, boję się myśleć jak bardzo może uprzykrzyć mi życie.” Oznajmił całkowicie wczuwając się w swoją rolę, jednak słowa Dowódcy i jego decyzja były niezachwiane. „Trzeba było wcześniej pomyśleć o konsekwencjach.” Oznajmił, po czym przeleciał wzrokiem po strażnikach, a gdy nie usłyszał odpowiedzi Algierda krzyknął: „Pojmać go!” Algierd widząc nacierających na niego strażników, z których większość była po drugim dopasowaniu klasy, zrobił długi krok w tył i schylił się po swe ostrze, po czym odskoczył przed zbliżającymi się atakami. „Naprawdę myślisz, że nas pokonasz?” Rzekł jeden z silniejszych strażników dobywając swe ostrze, po czym ruszył w jego kierunku bez zawahania. Krzyżowe Cięcie w wykonaniu Algierda ruszyło w szarżujący na niego cel, jednak on w ostatniej chwili zatrzymał się i zrobił krok w tył tym samym unikając ataku, po czym sam zaatakował. Algierd będąc otwartym na ataki mógł tylko odrzucić oba ostrza by się obronić przed nadchodzącym atakiem, jednak gdy ten miał go trafić, jego przeciwnik zniknął mu z oczu. Doświadczenie pozwoliło mu natychmiast zrozumieć co się stało i instynktownie odskoczył do przodu, jednocześnie podnosząc porzucone ostrza. Jego wyraz twarzy świadczył o tym, że całkowicie nie spodziewał się przejścia z ataku wojownika, na atak skrytobójcy. „Rozumiem... Nie jesteś żadnym z naszych żółtodziobów. Jesteś po uzyskaniu drugiego dopasowania klasy, jednak z pewnością jesteś na tym poziomie wystarczająco długo. Prawdopodobnie masz nawet więcej doświadczenia, niż my wszyscy razem wzięci. Jednak twoim problemem jest nasza liczebność, gdyż nieważne jak silny jesteś nie masz szans pokonać ponad tuzina ludzi na podobnym poziomie do swojego.” Człowiek, który do tego wszystkiego doszedł był jedynym, który zamiast wykonać rozkaz dowódcy wszedł sobie na mur i z góry obserwował całe zajście. Algierd słysząc każde słowo chłopaka skierował głowę w jego kierunku, lecz w tym samym momencie kolejna dwójka go zaatakowała. Ich klasami byli również krzyżowcy, co rozpoznał po ataku, który w niego skierowali. Podczas, gdy Algierd męczył się z przeciwnikami Einz stał tylko jak wryty nie mogąc nic zrobić, bowiem wiedział, że gdyby tylko spróbował walczyć z nim ramię w ramię to tylko by go spowalniał. „Hahaha... Od dawna nie miałem takiego ubawu. Niech będzie. Pokażcie mi wszystko co potraficie i o ile jesteście w stanie to mnie zabijcie!” Algierd nie wyglądał już na tak opanowanego, nawet jego głos wrócił do normalnego stanu, co akurat zaskoczyło kilka osób. Einz widząc to tylko w ciszy opuścił towarzystwo by jak najszybciej odnaleźć Rade’a i Akirę, bowiem wiedział, że tylko to może zrobić. Na szczęście bez problemu opuścił koszary, jednak nie miał pojęcia, gdzie szukać swoich towarzyszy, dlatego też szybko pozbył się zbroi i pobiegł do pierwszego miejsca jakie przyszło mu na myśl – Gildii Poszukiwaczy Przygód. Algierd będąc w nieustannej defensywnie szybko się męczył. Ataki przeprowadzane na niego były nieustanne, przez co nie miał nawet chwili by przejść w ofensywę i ostatecznie został przyparty do muru. „Jeśli to wszystko to lekko mnie zawiedliście.” Wraz z tymi słowami zniknął ze swojej pozycji, a w następnej chwili dwie najbardziej oddalone od niego osoby poczuły na własnej skórze moc umiejętności „Podwójnego Penetrującego Cięcia”. Zbroje ofiar Algierda wyglądały jak rozszarpane czymś zupełnie innym niż tak naprawdę były, bowiem wyglądały jak po ataku pazurami jakiegoś z bardziej niebezpiecznych potworów. „Co do diabła?” Krzyknął mężczyzna, który jako pierwszy podjął się walki z Algierdem. „Widocznie jak ty jego pierwszą klasą był zabójca, jednak teraz jestem pewny, że jego aktualną jest krzyżowiec. Ponadto musicie być bardziej ostrożni. A, którego użył to Podwójnie Penetrujące Cięcie. Innym słowy musi posiadać przynajmniej sześćdziesiąt procent schematu krzyżowca. Uważajcie też na jego Podwójne oraz Miażdżące Cięcie, są bardzo niebezpieczne przeciwko wszystkim fizycznym klasom walczącym w zwarciu.” Kolejne idealnie wywnioskowane informacje o Algierdzie dostały się w łapy wroga, co sprawiło, że nieznacznie zadrżał, po czym rzucił się do ucieczki. Rozumiejąc ryzyko dalszej walki, podjął najlepszą możliwą dla siebie decyzję, jednakże niestety mężczyzna, który wyciągał z niego informacje jedna po drugiej przewidział i to. Łapiąc za kuszę leżącą przy jego prawej dłoni wycelował w uciekającego Algierda, a wypuszczona strzała z łatwością przeszła przez jego nogę pomimo zbroi. „Gdybyś nie uciekał nie byłbym do tego zmuszony.” Oznajmił, po czym zeskoczył stylowo zjechał po drabinie i wyciągnął ostrze. „Zajmijcie się rannymi. Ten człowiek jest mój.” Mówiąc to na jego ustach pojawił się podły uśmieszek. „Cholera.” Wydusił przez zaciśnięte zęby starając się podnieść z ziemi, jednak rana na jego nodze utrudniała mu to bardziej niż przewidywał. „Nie trudź się. Osiągnąłem sto procent schematu strzelca i czterdzieści trzy zabójcy. Bełt, który masz w swojej nodze został pokryty trucizna paraliżującą.” Dumny z siebie blondyn przechwalał się swoimi zdolnościami, a gdy podszedł do niego chwycił za bełt, którym zaczął wiercić w nodze Algierda. Jednak on nie dając swojemu przeciwnikowi z tego satysfakcji w ogóle nie krzyknął. Zupełnie jakby nic nie czuł. „To niesamowite, naprawdę niesamowite. Jesteś w stanie znieść tyle bólu, że aż mam ochotę pobawić się z tobą dłużej.” Mówiąc to nawet na chwilę nie przestał, jednak pomimo tego nie był w stanie zmusić Algierda do krzyku. „Skończ już tą zabawę.” Osobą, która mu przerwała był Dowódca, który najwyraźniej nie zamierzał dłużej czekać na dostarczenie mu człowieka spod hełmu. „Masz szczęście.” Wyszeptał do ucha Algierda, po czym z szacunkiem do swojego dowódcy położył swoje łapy hełmie, po czym go ściągnął. Jednak w tym niespodziewanym momencie, strzała przebiła mu dłoń. Blondyn szybko spojrzał w kierunku z którego nadszedł atak. Dowódca stojący obok niego z lekkim zaskoczeniem spojrzał w to samo miejsce co jego podkomendny, po czym rzekł: „Widocznie nasz intruz przyda nam się w identyfikacji jego towarzyszy.” Algierd słysząc te słowa, tylko przełknął ślinę, po czym złowieszczo się uśmiechnął. „Jesteś pewny, że nie chcesz mnie zabić póki masz ku temu okazję?” „Milcz, śmieciu. W pierwszej kolejności przy pomocy tego młodzieńca wycisnę z ciebie wszystko czego potrzebuję, a potem pozwolę ci doznać czegoś znacznie gorszego od śmierci.” Na słowa dowódcy blond natychmiastowo zareagował poprzez włożenie Algierdowi liny do ust. „Przecież nie mogę pozwolić byś odgryzł sobie język, nim będę mógł się z tobą pobawić naprawdę.” === Podobało się? Chcecie więcej? Zapraszam do komentowania, punktowania i zebrania 18 łapek pod tym rozdziałem
  3. „Natychmiast znajdźcie mi tych intruzów! Każdy kto dostał się do miasta w nielegalny sposób musi zginąć!” Wykrzyczał wyraźnie człowiek z rangą dowódcy straży będąc w płytowej zbroi, która całkowicie chroniła jego ciało. „W południowym sektorze niczego nie znaleziono.” Oznajmił jeden z rycerzy, po czym został tylko zwyzywany, uderzony pięścią w twarz i pognany w teren by sprawdzić jeszcze raz. Mężczyzna, który wbiegł w momencie upominania jego poprzednika, tylko odwrócił się na pięcie i próbując się wycofać, chciał uniknąć besztania, jednakże nie udało mu się to. „Satis. Co ze wschodem?” Zapytał lekko obniżając swój ton, jednak w jego oczach można było dostrzec wściekłość. „Ee... Nic nie mamy.” Oznajmił po chwili niepewności, po czym został zbesztany, uderzony i posłany do dalszego szukania. Dowódca strażników nie wiedząc nawet, że intruzi znajdowali się zaledwie za ścianą w zbrojach jego już martwych ludzi. Wciąż tylko naciskał na pozostałych by w końcu znaleźli mu jakikolwiek trop. „Czy to aby na pewno dobry pomysł by od tak siedzieć w posterunku pełnym wrogów?” Zapytał wyraźnie niepewny tego co robili Einz. „Spokojnie. Wszyscy, którzy nas widzieli zostali zabici, więc nim dojdą do strat w ludziach, może być już za późno. My natomiast musimy dowiedzieć się, czy wiedzą oni cokolwiek o mrocznej gildii.” „W takim razie może powinniśmy się rozdzielić i...” „Nie, to zły pomysł.” Rzekł przerywając Einz’owi Algierd, po czym spojrzał w kierunku placu treningowego. „Chyba mam pomysł. Użyję swoich zdolności na placu treningowym i zwrócę na siebie uwagę wszystkich. Ty musisz tylko zadbać by dotarło to i do dowódcy, a wtedy wejdziesz do jego gabinetu i przeszukasz go. Dasz radę?” W odpowiedzi Einz tylko przytaknął, po czym wzięli się do realizowania planu. A po kilku minutach... „Kto ma ochotę na lekki sparing?” Zapytał i dodał prowokująco: „Będę walczył, przy użyciu jednej ręki.” Oczywiście mając twarz ukrytą pod hełmem. „Skoro chcesz walczyć to może byś pokazał swoją twarz?” Zapytał jeden ze strażników, który wyraźnie był weteranem, a w jego oczach było widać, że z pewnością potrafił zabijać. „Nie zamierzam pokazywać swojej twarzy jakimś amatorom w szermierce.” Oznajmił modulując swój głos, przez co brzmiał jak zwykły młodzik. „Ahh... Rozumiem, jesteś jednym z ostatnich rekrutów i potrzebujesz trochę wycisku.” Rzekł wchodząc do kręgu o średnicy pięciu metrów, który służył jako pole sparingowe. „Pokaż co potrafisz, dzieciaku.” „On chce umrzeć. Mógł po prostu zachować trochę kultury i zdjąć ten hełm, a wtedy Pan Dayn, nie fatygował by się osobiście.” Rzekł jeden z rekrutów, po czym dodał: „Więc który z naszej dwudziestki skazał się na kalectwo?” Rozmowa tłumu była starannie podsłuchiwana przez Einza, dla którego te informacje były bezwzględne by zachować naturalność przy wykonywania swojego zadania, podczas gdy Algierd zwracał na siebie uwagę. Ostrze Dayn’a powędrowało po pionie w kierunku lewej ręki Algierda, jednak zostało bez problemu sparowane, co nie tylko wyraźnie podekscytowało Dayn’a, ale i poruszyło obserwujących. „Jednak ten żółtodziób coś potrafi.” „Lecz nie na długo.” Algierd w odpowiedzi zacisnął dłoń na rękojeści miecza i przystąpił do ataku. Oręże dwójki walczących strażników zderzyły się ze sobą tworząc iskry. Żaden z nich nie zamierzał się wycofać, podczas napierania na swojego przeciwnika. Skutkowało to nieustannym przeprowadzaniem ataków, które w tym przypadku sprawdzały się też jako doskonała obrona. Umiejętności Algierda, jak i Dayn’a były do siebie bardzo zbliżone, jednak biorąc pod uwagę to, że Algierd jako człowiek o klasie Krzyżowca nie używał dwóch oręży, to można by uznać, iż jest on z pewnością silniejszy od swojego przeciwnika. Kontynuując tą nieprzerwaną wymianę ataków, oboje nie dawali za wygraną, a gdy walka przyciągnęła uwagę wszystkich wokół, Eizn uznał to za dobrą porę na rozpoczęcie swojego zadania. Gdy znalazł się przed gabinetem dowódcy, nie zapukał, a otworzył drzwi nagle i krzyknął: „Pan Dayn i jeden z rekrutów walczą ze sobą!” „Jeśli przyszedłeś tu po to bym ingerował w to, odpuść sobie. Mam ważniejsze rzeczy do roboty, a teraz wyjdź nim się zdenerwuję.” Oznajmił cicho, traktując Einz’a odrobiną rządzy krwi. Oczywiście zdał on sobie sprawę z tego co się dzieje i udając natychmiast zrobił kilka kroków do tyłu, po czym upadł. „Ja...” Einz kontynuował udawanie, a jego gra aktorska w tym momencie przekonała dowódcę. „Jeszcze tu jesteś? Wynocha!” Einz drgnął udając strach, po czym drżącym głosem przemówił: „Ale ten rekrut walczy z Panem Dayn’em na równi, po tym jak okazał mu brak szacunku.” „Hmm? Dayn i brak szacunku? Który był na tyle odważny?” Dowódca nawet nie wiedząc, że połyka haczyk, całkowicie wpadł w pułapkę Algierda. „W tym problem, że część szuka śladów intruzów, a on chowa swoją twarzy pod hełmem.” Te słowa wystarczyły by dowódca odłożył pióro trzymane w dłoni i osobiście zobaczył walkę toczącą się na zewnątrz. Wychodząc jednak zamknął za sobą drzwi i zgarnął Einz’a ze sobą na pole treningowe, tym samym udaremniając plan Algierda, choć nieświadomie. Walka pomiędzy Dayn’em, a Algierdem zbliżała się już do punktu kulminacyjnego, bowiem ruchy ich obydwu były coraz wolniejsze. „Błyskawiczne Cięcie” Ostrze Dayn’a pokryła delikatna poświata, która na szczęście Algierd od razu rozpoznał i oparł swój miecz o bark. „Nie przesadzasz?” Zapytał drwiącym głosem młodzika, jednak Dayn nie wyglądał na chętnego by w tej chwili przerwać walkę. „Jeśli się boisz, trzeba było się nie wychylać!” Krzyknął i pobiegł w jego kierunku, a gdy tylko wykonał cięcie niewidzialne dla amatorów, zrobił kilka kroków w tył, po czym upadł. Jego miecz wbił się głęboko w zbroję Algierda, jednak on zupełnie jakby wiedząc, że nie wystarczy to by go poważnie zranić porzucił obronę oraz swój miecz i używając „Druzgocącego Uderzenia” jego pięść uderzyła w twarz przeciwnika. „Przez kilka minut będziesz niezdolny do walki.” Rzekł wyjmując ostrze wroga ze swojej zbroi, po czym dostrzegł Eizna przy Dowódcy Strażników obserwujących jego walkę. Strażnicy widząc wyłonionego zwycięzcę zaczęli klaskać i pogwizdywać, jednak po chwili głos dowódcy uciszył ich wszystkich, a rozkaz, który wydał zszokował Algierda i Einz’a „Rozkazuję ci byś teraz zdjął swój hełm.” Jego słowa były druzgocące jak uderzenie, które otrzymał Dayn wprost w twarz. „Jeśli go nie zdejmiesz uznam, że współpracujesz z intruzami i cię powieszę.” Mówiąc to reszta strażników natychmiast dobyła broni i skierowała je ku Algierdowi. === Jeśli się podobało to komentujcie i punktujcie wedle uznania Wymagane łapki: 18
  4. Wszystkiego dowiecie się z czasem
  5. A wrzuciłbym, jednak muszę go napisać
  6. Okrutna iluzja, która pochłonęła ostatnią ofiarę Ryujiego, sprawiła, że cała reszta natychmiast rzuciła się w jego kierunku i aktualnie z chwili na chwilę byli coraz bliżej niego. Jednak nie zwrócił on na to specjalnej uwagi, a kładąc na nieśmiertelnym pod wpływem iluzji dłoń zanegował jego nieśmiertelność, by w następnej chwili pozbawić go głowy przy pomocy Ostrza Zaświatów. Trup upuścił trzymaną broń, a jego dusza została się częścią mocy Ryujiego, dzięki Księdze Wojny – Pole Bitwy. Dopiero po tym zwrócił uwagę na biegnących w jego kierunku nieśmiertelnych, którzy wywołując wspólnie niewielką presję na Kazamie sprawili, że ten przywołał cały swój arsenał artefaktów. - Chodźcie! - krzyknął Kazama zachęcając wroga do ataku, po czym zaskakując większość z nich, sam pojawił się w centrum ich hordy przy pomocy Impulsu Światłocienia, który coraz lepiej kontrolował. W chwili jego pojawienia się wśród szeregów wroga trójka pierwszych nieśmiertelnych pod jego ręką straciła swe głowy, a w następnym cięciu też dłonie z broniami, które zostały wyrzucone wysoko w powietrze. Śmierć kolejnej trójki z hordy, jak i kolejne trzy dusze do kolekcji Ryujiego, która tylko wzmacniała jego moc była małym ciosem. Jednak wystarczającym by sprawić by najsłabsi przestali się wyrywać na niego, a co za tym idzie walka z Kazamą przypadła silniejszym. - Zaraz pokażę ci gdzie twoje miejsce. – powiedziała Bestia typu Wilka, z której aż wylewała się żądza mordu. - Skoro już się wyrwałeś, to możesz mi pomóc, piesku. – oznajmiła kobieta w stroju podkreślającym jej wdzięki, aż za bardzo. Bestia, której broń nie było widoczna na pierwszy rzut oka i kusząco ubrana erganka, w której dłoniach znajdował się bicz. Oboje zaatakowali Ryujiego niemal w tej samej chwili, jednak on spojrzał na nich z lekkim chłodem. „Są silniejsi niż reszta. Ponadto nie pozwolę by te śmiecie dostały się do miasta.” Pomyślał patrząc na ciało Tayr’a. „A no tak i jeszcze on umarł, więc mam na głowie ich dowódcę... Swoją drogą gdzie on jest?” Wyraźnie zdziwiony jego brakiem na polu bitwy rozejrzał się wokół, po czym nie mogąc go dostrzec pobiegł naprzód szarżującej w stronę murów hordy. Dzięki swojej potężnej technice poruszania się, w chwilę znalazł się na przodzie i kolejną dwójkę pozbawił głów, broni, a w następnej chwili i żyć. Ich dusze tak samo jak ich poprzedników wzmocniły Ryujiego, który nie czuł się usatysfakcjonowany mocą swoich wrogów. W tym samym czasie jego Zwiastun pozbawił kilkanaście ciał z dusz, przez co samo puszczenie broni będzie równe ich śmierci. Pole bitwy było całkowicie pod kontrolą Kazamy, który skutecznie zabijał swoich wrogów i wykorzystując ich nic nie warte dusze rósł w siłę. Strata energii na nich była tylko znikoma, natomiast ich dusze zapewniały mu tylko dodatkową energię, której było o wiele więcej od tej traconej. Głowa za głową, berserk za berserkiem życia ulatywały w szybkim tempie w starcie z Kazamą, który po wytępieniu ponad połowy nie tylko przywykł do swojej techniki poruszania się, ale i zyskiwał cenne doświadczenie, co czyniło go jeszcze bardziej niebezpiecznym. Do obezwładniania wrogów korzystał z runicznego ostrza, które transformując w najróżniejsze bronie zaskakiwało wrogów na każdym kroku i siało strach w tych, którzy byli tego świadkami. Natomiast do zabijania korzystał z Ostrza Zaświatów, które idealnie się tego nadawało. Po niespełna godzinie był już koniec wielkiej hordy nieśmiertelnych, z której została już tylko dwójka najsilniejszych. Mężczyzna – Bestia typu wilka i erganka z biczem. Ta dwójka wciąż się trzymała tylko dlatego, że Ryuji chciał zostawić ich sobie na koniec. - Najsilniejsi z tej bandy śmieci przedstawcie się swojemu katu. – oznajmił Kazama, po którym nie było widać jakiegokolwiek zmęczenia. Jego energia po wchłonięciu tak wielu dusz nie tylko wzrosła, ale i wyniosła go na nowy poziom. Jednak nie był to poziom półboga, a naprawdę potężnego świętego, który tym razem możliwe, że i na równi mógłby walczyć z wydzielonymi przez Radę Świętych członkami grupy, do której należał Diju i Garosh. - Pie-pierdol się. – rzekła kiwająca się z wyczerpania bestia. - A ty masz mi coś do powiedzenia? – zapytał Ryuji patrząc na kobietę. - Pier... - Już to słyszałem. – rzekł trzymając jej głowę w swojej dłoni, a następnie przecinając jej ciało w pół swym ostrzem zaświatów. – Za głupotę trzeba płacić. Jego ostatnią ofiarą została bestia, a gdy i ona straciła życie Kazama przy pomocy magii wiatru zebrał wszystko bronie nieśmiertelnych w jednym miejscu by następnie przy pomocy swej mocy duchowej zniszczyć je wszystkie w jednej chwili. Powstała przy tym nawet mała eksplozja, która pochłonęła spory kawałek ziemi. - Nieźle ci poszło. – skomplementował Ryujiego dość młody głos. – Pobawisz się też i ze mną? – zapytał wciąż pozostając poza jego wzrokiem. – Nie rozglądaj się tak, tylko broń! Wraz z krzykiem, Kazama wypluł trochę krwi patrząc jak z jego klaty wychodzi dłoń, która następnie została wyciągnięta, a on sam posłany wysoko w powietrze po potężnym kopnięciu w plecy. Wyginając się w powietrzu i rozglądając po całej ziemi dostrzegł on w końcu istotę, która go zaatakowała. Aura mu towarzysząca była gęsta i przerażająca, moc jego czerwonych oczu budziła strach i lęk, a blada jak śnieg skóra wydawała się odbijać blask słońca. Kazama lądując na ziemi bez spuszenia oka z wroga utrzymywał największy stopień czujności, gdyż po wykryciu wroga dopiero po ataku wiedział, że jego przeciwnik nie jest tak słaby jak horda, nad którą stał. - A więc jesteś najpotężniejszy z tej zbieraniny. Jednak czy to wszystko co potrafisz? – zapytał starając się potajemnie, za plecami zebrać jak najwięcej mocy w lewej dłoni. - Widzę, że masz dobre oko, jednakże... – w tym momencie zniknął on z oczu Kazamy, tylko po to by w następnej chwili wbić jego twarz w ziemię. – Nie powinieneś obrażać silniejszych. Ryuji mając głowę wbitą w pustynny piach poczuł jak ten wpada w jego usta, a następnie znika w jego gardle. „Nie kpij sobie ze mnie, tylko dlatego, że jesteś trochę szybszy!” Krzyknął w myślach, a jego Zwiastun pojawiając się na powierzchni od razu rzucił się w kierunku wroga. - Ta twoja zabawka jest dość niebezpieczna. – rzekł zwiększając dystans między sobą, a artefaktem w mgnieniu oka. - Kim jesteś? – zarzucił pytaniem Kazama od razu po wyjęciu głowy z piachu. - Nazywam się Eliath. Jestem pierwszym dowódcą berserków.
  7. to maksymalny limit i zapewne nie będę nawet z niego korzystał
  8. „Rozumiem, więc którędy do najbliższego punktu misji?” Zapytał delikatnie zupełnie jakby obchodził się z dzieckiem. „Po drodze będzie to kolejno Wschodni Las, Prawy Brzeg, a na koniec Loch, jednak czy nie chcesz wpierw uzyskać klasy?” Zapytała zaciekawiona jej brakiem u Akiry. „Dostosowanie klasy będzie na czterdziestym poziomie, prawda?” Zapytał wyraźnie nad czymś się zastanawiając, jednak gdy tylko usłyszał potwierdzające „Tak” zdecydował. „W takim razie będzie to idealna pora na to.” „Jednak musimy pójść w przeciwnym kierunku.” Dodała po usłyszeniu odpowiedzi Akiry. Jednak on tylko przytaknął, po czym ruszyli. Dojście do jedynego kościoła w mieście zajęło im zaledwie kwadrans, a gdy znaleźli się na miejscu byli w stanie dostrzec jak kilka osób wychodzi z niego wyraźnie po przyjęciu swej pierwszej klasy. „Pospieszmy się, Arcykapłan potrafi czasami być naprawdę denerwujący, więc nie dajmy mu do tego żadnych powodów. Inaczej będziemy musieli czekać na powrót biskupa.” Oznajmiła, po czym podbiegła do wielkich drzwi kościoła i otworzyła je przed Akirą, który szczerze się uśmiechnął. „Pora stać się jeszcze większym potworem.” Wyszeptał pod nosem, po czym ruszył za Ireną, która krzyknęła: „Arcykapłanie, proszę poczekać.” „Ohh to ty Ireno, czyżbyś zdobyła już czterdziesty poziom?” Zapytał wyraźnie zadowolony z jej obecności. „Niestety, trochę mi wciąż brakuje. Jednak przyszedł dziś ze mną ktoś jeszcze bardziej niesamowity.” Mówiąc to wskazała na chłopaka za sobą, na którego widok arcykapłan prychnął pod nosem. „Wielka szkoda, jednak na dzisiaj skończyłem, niech przyjdzie...” „Zapłacę za twój cenny czas.” Rzekł dostrzegając czego ten stary pryk oczekiwał od niego w momencie, gdy zmienił swój wyraz twarzy po spojrzeniu na niego. Dostrzegł w nim pogardę i zazdrość, która łatwo mogła przerodzić się w nienawiść, a co za tym idzie zmusić go do czekania na samego biskupa, tylko dla nabycia swej pierwszej klasy. Dlatego nie zamierzając sobie na to pozwolić od razu przeszedł do kwestii pieniędzy. „Może być trzynaście złotych monet?” Zapytał, wygrzebując z sakiewki wszystkie złote, co sprawiło, że u arcykapłana pojawił się lekki uśmiech. „Widzę, żeś bystrym młodzieńcem jest. Niech będzie przyjmę twój dar dla kościoła.” Oznajmił widocznie zadowolony z łatwego zarobku. „No już, nie każ mi czekać i podejdź tu.” Akira bez zawahania podszedł do staruszka, po czym wręczył mu monety i postąpił według jego instrukcji. Uklęknął na prawe kolano, położył prawą dłoń na swoją pierś i uniżył głowę. Wtedy też dłoń arcykapłana spoczęła na jego głowie i zaledwie po dwóch słowach było po wszystkim. „Dostosowanie Klasy” Te dwa słowa posiadały w sobie wielką moc, która przeszła przez Akirę od głowy, aż po koniuszki palców u stóp, po czym przed jego twarzą wyskoczył komunikat. Uzyskano klasę Po tym arcykapłan zdjął swą dłoń z głowy Akiry i opuścił pomieszczenie, wraz z czym Irena podbiegła do Akiry. „I jak jaką klasę otrzymałeś? Przypuszczam, że wojownika, jednak może jesteś magiem?” Wyskakując z tymi pytaniami sprawiła, że Akira tylko jeszcze bardziej chciał spojrzeć na klasę, jednak z lekkim zdziwieniem spojrzał na nią przed wyjęciem karty gildii. „Dlaczego Magiem?” Zapytał wyraźnie zdziwiony, na co Irena w pośpiechu odpowiedziała: „Bo jesteś czarujący.” Jednak od razu zdając sobie sprawę z tego co palnęła zarumieniła się i odwróciła wzrok. „Więc jaką masz klasę?” To co ujrzał Akira, wyjmując kartę zaskoczyło nawet jego, gdyż nie była to żadna z podstawowych klas, którymi jest Wojownik, Strzelec, Mag, Uzdrowiciel, Złodziej, czy Zabójca. Karta Gildii Poszukiwaczy Przygód Status: Żółty Imię: Ryusaki Akira Klasa: Berserk Ranga: C Poziom: 41 Energia Magiczna: F Zdolności fizyczne: Siła: Szybkość: Zręczność: Refleks: Wytrzymałość: B B B B B Zdolności magiczne: Wiedza: Intelekt: F E Umiejętności: Schemat Berserka (0/10) F Misja: Wschodni Las [C], Pra... Status: Aktywne (3/3) „Berserk?!” Irena krzyknęła, po ujrzeniu jego karty. „Ponadto czterdziesty pierwszy poziom!!! Kiedy go nabiłeś, przecież Elena sama powiedziała, że miałeś tylko trzydziesty ósmy!!!” Piękny głos rozbrzmiał głośno po całym kościele. „Możliwe, że po tym jak odciąłem rękę tamtemu staruszkowi.” Rzekł jak gdyby było to dla niego coś normalne, jednak widząc swoją klasę, dopiero teraz zrozumiał to co Raya kiedyś mu powiedział o uzyskaniu klasy. „Im większy poziom, tym klasa będzie lepiej do ciebie dopasowana.” To powiedział mu Ray podczas wspólnie spędzonego czasu. „Zdolności fizyczne na poziomie B, jesteś naprawdę silny, jednak to z pewnością za mało by zranić Mistrza Gildii, w końcu oprócz swojej klasy Wojennego Króla posiada statystyki rangi A, z czego jego siła ma S.” Powiedziała nie mogąc powstrzymać swojego podekscytowania, po czym spojrzała na Akirę z jeszcze większym pożądaniem w oczach. „Czyżbyś posiadał jakąś specjalną umiejętność, która zwiększa statystyki? A może coś bardziej skomplikowanego, dzięki czemu możesz mierzyć się z silniejszymi przeciwnikami?” „Wybacz, ale to nic z tych rzeczy. Nie posiadam żadnej specjalnej umiejętności, a swoja siłę zawdzięczam treningom.” Irena po usłyszeniu tych słów nie uwierzyła mu, jednak nic nie mogła na to poradzić, w końcu poznała go dopiero dzisiaj i już pyta o takie rzeczy. Jednak gdyby dowiedziała się, że Akira powiedział jej prawdę, pewnie byłaby jeszcze bardziej zszokowana. „A i przy okazji, oddaje ci twoją sakiewkę.” Oznajmił, wręczając jej ją, po czym ruszył ku drzwiom. Irena widząc to tylko spojrzała na swoje prawe biodro, przy którym zwisała jej sakiewka i widząc jej brak zdziwiła się, jednak gdy tylko spojrzała na plecy Akiry, tylko lekko się zaśmiała, po czym pobiegła za nim. „Mogłeś mnie po prostu poprosić.” „Wybacz. Zrobiłem to odruchowo.” Słysząc to dziewczyna zatrzymała się i wyszeptała pod nosem: „Kto odruchowo okrada ludzi?” „Idziesz?” „Idę! Idę!” Krzyknęła dwa razy, po czym znowu go dogoniła i w końcu ruszyli ku ich pierwotnemu celowi. „Za karę oddasz trzy razy tyle, ile sobie przywłaszczyłeś.” Akira słysząc to zatrzymał się i spojrzał na nią ze zwątpieniem wymalowanym na twarzy. „Ponadto za mój wkład w misję dasz mi trzydzieści procent zarobków, nie licząc tego, że to ty kupisz nam zapasy na drogę.” Oznajmiła z delikatnym uśmiechem na ustach. „A jeśli odmówię?” Zapytał niepewnie, lecz po otrzymaniu odpowiedzi: „To moja tajemnica.” Po prostu dał sobie spokój i tylko przytaknął. === Jeśli się spodobało daj lajka, skomentuj, zachęć mnie naprawionymi przez krecika punktami Jeśli chcecie next udowodnijcie mi, że zasługujecie obdarowując mnie 18 łapkami PS: Od momentu spełnienia wymagań rozdział bezwzględnie pojawi się w przeciągu 24h
  9. Jak już coś to będzie po południu, gdyż sam mam szkołę
  10. skąd wiedziałeś? PS: Zajebisty awatar
  11. Nie zrobił bym czegoś takiego
  12. Ów mężczyzna, który nie mógł uwierzyć własnym uszom był nikt inny jak Rade, który zwrócił na siebie uwagę. Mistrz Gildii spojrzał na niego i ze względu na to, że jak na dłoni było widać, że jest starszy wyciągnął pochopny wniosek. „Jesteś jego mistrzem?” Najbardziej nie na miejscu pytanie wyszło z jego ust sprawiając, że Rade nie wiedział nawet jak ma zareagować. „Nie żartuj sobie staruszku.” Skomentował zimno Akira, po czym spojrzał w kierunku tablicy z misjami, gdyż za wszelką cenę chciał jak najszybciej uzyskać status zielony, by być uznawanym za oficjalnego członka gildii. Mistrz Gildii mimo jego słów i tak przez chwilę wpatrywał się w widocznie zdezorientowanego Rade’a, po czym odwrócił swój wzrok na Akirę. „Mam na imię Teodius von Varcht, jakie jest twe imię młodzieńcze?” Zapytał wyraźnie jeszcze bardziej podekscytowany jego tożsamością jak i tajemnicą jego wielkiej mocy. „Akira.” Odpowiedział z czystej grzeczności, lecz nawet nie spojrzał na starca i tylko zbliżył się do tablicy ogłoszeniowej. W tym samym momencie Rade tylko zerknął na ich obu, po czym przeszedł obok Teodiusa oraz czarnowłosej dziewczyny obok niego i podszedł do okienka by się zarejestrować. Rejestracja Rade’a przebiegła szybko i bez żadnych wyniosłości, po czym dołączył do Akiry szukającego jakiejś konkretnej misji. „Jak tam twoja ranga?” Zapytał Akira widząc stojącego obok niego Rade’a oraz innych poszukiwaczy przygód, którzy trzymali się od nich z daleka. Prawdopodobnie nikt z nich nie chciał sprowokować gościa, który bez zawahania pozbawił Mistrza Gildii ręki, gdyż z góry wiedzieli, że byłoby to równe ich śmierci. „Względnie.” Rzekł pokazując swoją kartę gildii. Karta Gildii Poszukiwaczy Przygód Status: Żółty Imię: Rade Blatevlow Klasa: Łowca Ranga: C Poziom: 49 Energia Magiczna: D Zdolności fizyczne: Siła: Szybkość: Zręczność: Refleks: Wytrzymałość: C B B B C Zdolności magiczne: Wiedza: Intelekt: D D Umiejętności: Schemat Zabójcy (38/100) Schemat Łowcy (49/100) C B Misja: Brak Status: Nieaktywna „Rozumiem.” Rzekł wyraźnie zaintrygowany Akira, po czym spojrzał na swoją kartę. „Uwzględnia ona tylko umiejętności klasy, dlatego nie ma na niej mojej szermierki.” „A więc to za nią kryje się twoja siła?” Rade zarzucił pytaniem bez zastanowienia. Prawdopodobnie uznał ten moment za najlepszy by poznać prawdę. Jednak prosta odpowiedź Akiry: „Nie powiem.” Zabiła jego jedyną szansę na poznanie prawdy. „W takim razie jakich misji szukamy? Czegoś potencjalnie związanego z mroczną gildią, czy może cokolwiek byleby stać się oficjalnym członkiem gildii?” Rade wiedząc, że mają tą samą rangę wiedział, że mogą współpracować by szybko to skończyć, a zarazem zarobić trochę grosza. „Polowanie na potwory. Jest to najprostsze i najszybsze rozwiązanie.” Odpowiedział nie odrywając wzroku od tablicy, jednak w dokładnie tym samym coś przykuło jego uwagę. Misja: Loch Ranga: C Cel: 40 kryształów krwawej mgły. Nagroda: 400 złotych monet Aldatiańskich Pieniądz obowiązujący na całym kontynencie to w kolei od najmniejszego nominału brązowe monety, srebrne, złote i te, na które mogą pozwolić sobie tylko osoby majętne, czyli monety z białego złota. Z kolei Aldatiańskie odnoszą się do obszaru, na którym funkcjonują, gdyż z kolei w Cesarstwie obowiązują monety Nasher, których wartość jest półtora razy większa od Aldatiańskich. „Przecież normalnie na taką kwotę trzeba by było pracować z dwa lata, choć i nie tyle licząc podstawowe wydatki na przeżycie. W tym musi być jakiś haczyk.” Oznajmił wyraźnie zszokowany nagrodą, jednak gdy spojrzał na niektóre misje rangi B, coś jeszcze bardziej mu nie grało, bowiem nie było żadnej, której nagroda przekraczałaby tą rangi C. „To normalne.” Miłym dla ucha głosem rzekła czarnowłosa stojąca za nimi. „Kryształy krwawej mgły są elementem ciał Widm Krwawej Mgły, poniżej trzydziestego poziomu lochu. Ich siła jest tak naprawdę niczym wielkim dla poszukiwaczy rangi E, jednak ze względu na to, że kryształy krwawej mgły są bardzo kruche i wraz ze śmiercią widm łatwo się niszczą, ciężko jest zebrać jedną sztukę, a co dopiero czterdzieści.” Wysłuchując dziewczyny, Akira tylko zerwał misję z tablicy, po czym odwrócił się w jej kierunku. „Jakie misje rangi C będą mi po drodze do lochu?” „Nie zamierzasz mnie słuchać, prawda?” Nie otrzymując na to pytanie odpowiedzi, tylko spojrzała na pociągające spojrzenie Akiry, po czym zbliżyła się do tablicy i zerwała dwa kolejne. „Trzymaj.” Misja: Prawy Brzeg Ranga: C Cel: Wodny Troll Nagroda: 45 złotych monet Aldatiańskich Misja: Wschodni Las Ranga: C Cel: Zabicie tajemniczej istoty. Nagroda: W zależności od tożsamości potwora. „Pierwszą jestem w stanie zrozumieć, jednak o co chodzi z drugą? Mam przynieść trofeum?” Zapytał niepewny tego wyboru, lecz po otrzymaniu od dziewczyny prostej odpowiedzi „Tak.” Nie miał już nic więcej do powiedzenia. „A i swoją drogą, jeśli misja nie jest grupowa, może być tylko przypisana jednej osobie jednocześnie. Innym słowy tylko jeden z was może je wykonać dla zmiany statusu.” Dodała widząc jak Rade rusza za Akirą. „W takim razie rozdzielmy się. Ja znajdę coś bardziej odpowiadającego moim zdolnościom i poszukam informacji o mrocznej gildii. Powodzenia.” Wyszeptał Akirze na ucho, po czym wrócił pod tablicę. „Swoją drogą. Nie potrzebujesz może uzdrowicieli Akiro?” Czarnowłosa dziewczyna spojrzała na niego z ciekawością, jednocześnie nie kryjąc lekkich rumieńców. „Niech będzie.” Akirę wyraźnie zainteresowała wiedza dziewczyny, a nie ona sama. „Jednak twoja część nagrody będzie odpowiadała twojemu wkładowi w misje. Pasuje?” Dziewczyna tylko przytaknęła kiwając głową. Rejestrując na siebie obie misje, Akira w towarzystwie czarnowłosej dziewczyny opuścił gildię, co wzbudziło nie tylko zazdrość w męskiej części poszukiwaczy, ale i pogłębiło nienawiść do chłopaka, który przyćmił ich od razu po wstąpieniu do gildii. Ranga C była czymś co przeciętny człowiek był w stanie zdobyć po kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu latach, jednak on - chłopak lekko po dwudziestce tylko przyszedł i od razu ją zdobył, sprawiając, że ciężka praca przeciętniaków by stać się silniejszymi była niczym w porównaniu z jego naturalnym talentem. „A właśnie...” „Hmm?” „Mogę do ciebie mówić po imieniu?” Zapytała niepewnie, jednak starała się by Akira nie poznał po niej, że się stresuje. Pomimo, iż w przeciwieństwie do Eleny nie dawała mu jasnych sygnałów to mimo to i tak zrozumiał jej intencje. „Pewnie, nie widzę problemu.” „W takim razie ty również możesz mówić mi po imieniu.” Po wypowiedzeniu tych słów spojrzała w oczy chłopaka, które wydawały się czytać z niej jak z otwartej księgi, po czym dodała: „I-Irena to moje imię.” === Wcześniejszy rozdział zebrał rekordową ilość łapek, dlatego też chciałbym by ten rekord stał się standardem 18 Łapek i next rozdział I nie zapominajcie o komentarzach. Aktualne wymagania nie będą już podnoszone.