Adirox

Moderator
  • Content count

    232
  • Points

    4,295 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

350

5 Followers

About Adirox

  • Rank
    Wyższy Mag
  1. Boska Sytuacja Level Hard: Główny bohater po tym jak został zaatakowany przez bandytów zabił ich szefa i przejął dowodzenia. Podczas którego z rzędu ataku na karawany kupieckie, pojawiła się kobieta, która wycięła wszystkich bandytów krzycząc teksty takie jak: "Mężczyźni nie powinni istnieć","Takie ścierwa jak wy zasługują tylko na śmierć", "Jesteście bezwartościowi nawet jako moje worki treningowe", a potem widzi głównego bohatera, podbiega do niego i zaczyna tulić ze słowami: "Jak takie małe dziecko w ogóle znalazło się w towarzystwie tych potworów. Nie zepsuli cię prawda?" Bohater nie ogarniając sytuacji odpowiada: "Wszystko w porządku." Kobieta widząc "działające" poprawnie dziecko rzuca tekstem:"Od teraz ja zajmę się twoim wychowaniem." Następnie uradowana posadziła go by sobie na barana i ruszyła w kierunku miasta z uśmiechem( jak gdyby była dzieckiem i właśnie dostała cukierka )
  2. Nie odrzucaj jego pomysłu, to jest genialne
  3. Znajdzie zwłoki swojej pani generał i włączy tryb nekrofila, dzięki któremu pani generał ożyje i stanie się jego pośrednikiem Dzięki misji otrzymanej dzięki pośrednikowi ( zidentyfikuj tajemnicze monstrum i zdaj raport ) odnajdzie jednego z ogarów piekieł ( coś jak psy dla ludzi ), którego zatrzyma. Włamie się do Wielkiej Biblioteki w stolicy, bo po poprzedniej wizycie dowiedział się o zamkniętym oddziale tylko dla szlachciców. Na jego nieszczęście wpadnie na złodziejkę , tychże szlacheckich zbiorów i ostatecznie pomimo swojego młodego wieku zostanie wtrącony do lochu, pod którym ( w tajemnej jaskini ) hibernuje jeden z jego najpotężniejszych żołnierzy. Po je uzyskaniu postanawia odnaleźć złodziejkę prze którą trafił do lochu, dzięki czemu ostatecznie odnajduje siedzibę mrocznej gildii, która po doświadczeniu siły najpotężniejszego żołnierza staje się mu podwładna.
  4. Właśnie sprawiłeś, że Tsuna zwątpił w świat i poszedł się upić A oto dowód:
  5. Przeczytać każdy może, ale komentarza to nikt nie zostawił pod nowym projektem autorstwa @Seft Wstyd mi za każdego to przeczytał, a się nie odezwał. Hańba wam, że tak delikatnie to ujmę
  6. Na aktualną chwilę to nawet dwa Myślałeś, że nie ma tu fabuły?
  7. - Wstawajcie słońce już świta! – krzyknął Ryuji, który jako pierwszy się obudził, jednak ani Sartion, ani Aorth nie wyglądali na chętnych, by się obudzić. - Rozumiem. W takim razie ja udam się na polowanie, a oskórowanie zostawię ci Sartion. – rzekł o wiele ciszej, po czym odwrócił się od śpiących towarzyszy i zrobił kilka kroków poza obozowisko. - Już biegnę! – krzyknął Sartion, po czym minął Ryujiego i zniknął w leśnym gąszczu. - A jednak nie spał. – skomentował Kazama, odwracając się i widząc, jak Aorth rozpoczyna dzień od porannego treningu panowania nad swoimi żywiołami. - Mrok i ogień to naprawdę ciekawe połączenie, jednak czy nie sądzisz, że twoje poranne treningi prawie w ogóle nie dają efektów? – zapytał Kazama, który w głębi serca był zawiedziony tak powolnym rozwojem towarzysza. Jednak on w przeciwieństwie do niego nie mógł rozwijać się, nic nie robiąc, a skoro już o tym wspominam to dokładnie w tym momencie moc Ryujiego wzrosła po raz kolejny dzięki systemowi Zone-Neo. - Co? Jak? – te pytania ledwo przeszyły przez usta Aortha, który był wyraźnie zdziwiony nagłym wzrostem mocy Kazamy. – Jak ty to robisz? - Można powiedzieć, że nawet bez treningu jestem w stanie zwiększyć swoją moc. Cóż, taka jest zaleta bycia człowiekiem. – oznajmił złośliwie, po czym spojrzał na elfa, którego mina wyrażała zazdrość. – Jeśli chcesz, to mogę przygotować ci coś, co zwiększy rozwój twoich żywiołów. Oczywiście Kazama był całkowicie szczery z Aorthem, w końcu, gdy jeszcze posiadał czarny krzyż, a co za tym idzie, miał dostęp do Sanktuarium Wiedzy, w każdej wolnej chwili szukał sposobów na wzmocnienie siebie, jak i jeszcze wtedy towarzyszących mu dziewczyn. - W jaki sposób? – zapytał go zdziwiony. Aorth po prostu nie mógł odmówić, a ciekawość nie dawała mu spokoju. Jego wiedza w zakresie potworów i zdolności wszystkich ras była wielka, znał się też na kowalstwie, walce o przetrwanie oraz poznał kilka sztuk szermierki. Jednak nigdy nie słyszał ani nie czytał o czymś, co jest w stanie zwiększyć efekty treningu. Oczywiście oprócz tego, że trenując w określonych warunkach, można zwiększyć efekty, jednak Kazama zaoferował mu przygotowanie czegoś, co mu pomoże. - To bardzo proste, jednak wpierw muszę cię o coś spytać. - O co chodzi? – Aorth był coraz bardziej zaciekawionym tym, co Ryuji chce zrobić. - Czy twój układ energetyczny i rdzeń jest kompatybilny z twoimi żywiołami? – pytanie Ryujiego lekko go zszokowało, dlatego że nie wiedział, że można sprawdzić żywioł UE. - Posiadam rdzeń mroku, lecz nie mam pojęcia, jak jest z moim układem energetycznym. – odpowiedział zażenowany swą niewiedzą. - W takim razie będziesz musiał przynieść mi trochę więcej rzeczy. – oznajmił, będąc dumnym z siebie, mogąc pomóc towarzyszowi. „Jak to dobrze, że przynajmniej tyle nauczyłem się, nim ten krzyż został zniszczony.”– pomyślał, po czym upewnił się, że Aorth pamięta, co ma mu przynieść, a gdy tylko elf opuścił barierę, wzrok Kazamy utkwił na płomieniu. - Muszę stać się wystarczająco silny, by nigdy nikogo więcej nie stracić. – determinując samego siebie i wiedząc, że w stanie spoczynku przez sześć dni, jego Zone wypełniło się tylko raz, postanowił przestać tak bardzo na tym polegać, poprzez wzięcie się za trening. Przez następne dwie godziny kule światła, mroku, powietrza i błyskawicy latały wokół ciała Ryujiego, który przez cały ten czas siedział w skupieniu ze skrzyżowanymi nogami. - Coś długo im to zajmuje. – rzekł, wciąż nie widząc żadnego z towarzyszy, ani nie wykrywając ich w okolicy. – Niemożliwe by ten cholerny elf i ork ich dorwali prawda? Nie mogąc przestać myśleć o najgorszym, wstał z ziemi i ruszył na poszukiwania towarzyszy, którzy byli właśnie w środku walki. Aorth podczas szukania odpowiednich ziół zawędrował, aż na granicę z BloodForest, gdzie został zaatakowany, przez małe szkaradne istoty z wielkimi oczami i krótkimi ogonami zakończonymi jadowitym kolcem, który nie był ich jedyną ofensywą. „Szlak by to. Te małe szkaradztwa... Walka w zwarciu to jakiś koszmar przez te ich ogony, a gdy chciałem je związać cieniem, pożarły moją energię magiczną. Pierwszy raz je widzę na oczy. Czym one do cholery są?” – rozmyślał Aorth, przy każdej chwili wytchnienia, których mimo wszystko nie miał za wiele, a ilość tych potworów wciąż rosła. Wcale w nie lepszej sytuacji znalazł się Sartion, który został otoczony przez plujące ogniem jaszczurki, z których ciał wyrastały chroniące je kamienie. „Co to do cholery jest? I jak mam z tym niby walczyć?” – nie mogąc przełamać obrony tych potworów, mógł tylko się z trudem bronić przed ich atakami. - No dalej chodźcie. Na co czekacie? Zamienię was w swoje śniadanie! – krzyknął Ryuji, widząc dziwne skrzydlate postacie wokół niego.
  8. Kazama po pożegnaniu mędrca i Arii bezproblemowo przetransportował dwóch nieprzytomnych towarzyszy poza miasto mrocznych elfów. W tej chwili bez chociażby odrobiony ostrożności przed możliwym pościgiem rozpalił on ognisko i siedział przy ciałach towarzyszy wśród otaczającego ich mroku lasu. Jest to wieczór. Bardzo spokojny wieczór. Szumy koron drzew dają ukojenie i sprawiają, iż wszystkie zmartwienia Ryujiego odlatują w niepamięć. Chłopak dzięki temu jest w stanie skupić się na bezpieczeństwie swoim i swoich towarzyszy pomimo tego, iż wyraźnie daje swoim wrogom o sobie znać. Jednak to czy poszukujące go mroczne elfy, by go zaatakowały, zależy tylko i wyłącznie od tego, jak go postrzegają. Ponieważ jeśli uważają Ryujiego za idiotę, pójdą na pewną śmierć, natomiast jeśli zrozumieją, że płomień ogniska jest tylko prowokacją, jak i oznajmieniem, iż Kazama się ich nie boi, to za żadne skarby go nie zaatakują. Prawda jednak jest taka, że jego prędkość poruszania się była tak absurdalna dla otaczających go wtedy mrocznych elfów, iż nie byli w stanie stwierdzić, co się w ogóle wtedy stało. Po kilku godzinach wpatrywania się w pięknie tańczący płomień ogniska, wiatr się zerwał, a po chwili zaczął padać deszcz. Na szczęście dzięki starciu z Sattoshem, Kazama nie musiał z tak błahego powodu zmieniać swojego położenia. Zwyczajnie postawił barierę, która odcięła jego i nieprzytomnych towarzyszy od problemów zewnętrznego świata. „Zaczynam powoli rozumieć, w jaki sposób działa moje złote oko. Jednak wciąż jest ono zbyt przerażające, nawet jak dla mnie. Móc dostrzec to, co niezauważalne i pojąc to, co jest niezrozumiałe. Hmpf... czuję, że coraz bardziej przestaje być człowiekiem, jednak nie mogę zapomnieć, przez kogo do tego wszystkiego doszło. Muszę pamiętać, co jest moim celem i za każde skarby nie zapomnieć o tym, co musi być zrobione.”– tak oto Kazama spędził całą noc na roztrwonieniach o samym sobie. - Mm... Gdzie... gdzie ja jestem? – z takim pogodnie zadanym pytaniem, około dwóch godzin przed brzaskiem przebudził się Aorth. - Wreszcie się obudziłeś. - oznajmił spokojnym głosem Ryuji, w którego dłoniach kule mroku i światła tańczyły ze sobą. – Okej koniec treningu. - A gdzie ta ryba? – zapytał, wciąż lekko nieogarnięty elf, rozglądając się wokół. – Jak ja się tutaj znalazłem? Co się stało? - Wytłumaczę wszystko, gdy wróci Sartion. - Czy... – Aorth wyraźnie roztrzęsiony, zacisnął pięści i zwrócił swój wzrok ku Ryujiemu. – Czy w Desthran doszło do tej samej masakry, która miała miejsce w mieście orków? Pytanie Aortha wyraźnie zdziwiło Ryujiego, który przeważnie nie martwił się o nic więcej jak własną osobę, jednak po części rozumiał elfa i tym jak się w tej chwili może czuć. - Nie musisz się martwić. W Desthran nie doszło do niczego wielkiego, lecz nie mogę rzec, że nie było żadnych ofiar. – odpowiedział bez wahania Ryuji. - Rozumiem. Cieszę się... a co z Arią? – pytając o dziewczynę, Aorth stał się niespokojny. W sumie to nic dziwnego, skoro wiedział, że dziewczyna miała towarzyszyć Kazamie w próbie wybrańca, która według jego domysłów zakończyła się niepowodzeniem, lecz nie śmiał o to pytać. - Wróciłem. – oznajmił Sartion, wychodząc z leśnej gęstwiny. – Oo... Aorth się obudził. Jak tam, trzymasz się? - Z pewnością lepiej od ciebie. – odpowiedział elf z delikatnym uśmiechem. Dopiero teraz odważył się spojrzeć Kazamie w oczy, jednocześnie dostrzegając zmiany w jego ciele, które pierwszy raz widział na oczy. Ponadto ubiór Ryujiego również się zmienił, był on teraz ubrany w standardowy ubiór mrocznych elfów na pozycji zwiadowców, natomiast jego lewa ręka w całości była pokryta bandażami. Sartion był ubrany w dokładnie to samo, ponieważ jego poprzednie ubrania też nie były w najlepszym stanie. Tylko Aorth był jeszcze w swych poszarpanych łachach, które zmienił natychmiast po tym, jak zostały mu one podane przez Ryujiego. - Przebierz się i jedzmy. – oznajmił zadowolony Kazama. W tej chwili jego nastawienie było zupełnie takie same jak w poprzednim życiu. Jednak wtedy była to tylko jedna z założonych przez Ryujiego masek, teraz natomiast był on ze sobą szczery. - Jak myślisz, gdzie teraz powinniśmy się udać? Masz może jakiś pomysł? – zarzucił Ryuji podczas pomagania Sartionowi przy oskórowaniu zabitej przez niego bestii. - Szczerze nie mam pojęcia. Nie sądzę, by odwiedzenie mojej rasy na kontynencie było czymś koniecznym, tak więc pozostawiam tę decyzję tobie. – odpowiedział po chwili namysłu Sartion, którego uwagę przykuło latające nad nimi stworzenie. - Nawet jeśli to elfi zwiadowcy to w mojej barierze nas nie dostrzegą. – oznajmił, uspokajając towarzysza. - To z pewnością nie elfy. Ten stwór to nie ormigryfs. – oznajmił Aorth, który wreszcie wskoczył w dobrze znane mu ubrania. – Czuję się trochę jak za dawnych czasów. - To nie było wcale tak dawno. Poza tym nie powinieneś mówić jak jakiś starzec. – rzekł Ryuji, kończąc swoją część roboty. – Sartion. Czemu się tak z tym guzdrzesz? - Młody też nie jestem. – oznajmił Aorth z zamyślonym wzrokiem. - Pierwszy raz to robię. – odpowiedział z lekkimi pretensjami syren. - Nie jesteś młody? – zapytał Ryuji z wyraźnym zdziwieniem, gdyż na jego oko Aorth miał maksymalnie 24 lata, czyli był od niego starszy tylko sześć lat. - Osiemset czterdzieści siedem. - Niemożliwe. Że niby ty jesteś starszy ode mnie? – wyskoczył nagle Sartion, który wciąż nie skończył oskórowania swojej części bestii. - Moja rasa jest długowieczna, więc mój wiek nie jest czymś dziwnym. „I po co poruszałem ten temat, mając przy sobie elfa i syrena?” – zapytał się w myślach Ryuji, po przyjęciu do wiadomości, że jest najmłodszy w tej grupie. - Właśnie. Kazama ile masz lat? – zapytał zaciekawiony Aorth, a Sartion od razu spojrzał na Ryujiego zaciekawiony. Nie było to nic dziwnego, skoro Kazama jest najsilniejszy, to według ich przypuszczeń powinien być najstarszy z nich, jednak to, co usłyszeli, zszokowało ich. - Mam osiemnaście. – odpowiedział Kazama, nie zamierzając niczego przed nimi ukrywać. - Osiemnaście? Ale czego? Tysięcy? – dopytał Aorth. - Wow... a wyglądasz tak młodo. Z jakiej w ogóle rasy jesteś? – Sartion nie mógł powstrzymać swojego zaciekawienia. - Okej powiem poprawnie. Mam osiemnaście lat. – Ryuji na tym nie skończył i spojrzał na syrena. – I oczywiście jestem człowiekiem. Tak jak informacja o jego wieku, która zszokowała ich obu, tak rasa Ryujiego zszokowała tylko Sartiona. - Okej to zacznijmy to smażyć, a i musimy uzgodnić, gdzie teraz pójdziemy. Po tym, jak Sartion wyszedł z szoku, Aorth za niego dokończył oskórowanie bestii i po upieczeniu jej, nie tylko się najedli, ale i przygotowali zapas na podróż. Słońce rozjaśniło już las i pobudziło go do życia. Z każdej strony dobiegały szmery i różnego rodzaju dźwięki potworów, począwszy od ćwierkania, kończąc na rykach i lamentach. - Dobra to dokąd proponujesz się udać? – zapytał Ryuji, patrząc na Sartiona. - Może na południe? Nigdy nie byłem na pustyniach olbrzymów. - Pustyniach olbrzymów? – zapytał wyraźnie zaciekawiony ów rasą Kazama. „Jeśli ów olbrzymy potrafią, zmieniać swój rozmiar do naturalnych dla człowieka, to muszą też w jakichś sposób przechowywać siłę fizyczną w mniejszej postaci. Może w jakiś sposób przyda mi się to do zdobycia jeszcze większej siły? Ponadto spotkanie olbrzymów może być ciekawe.” – rozmyślając o tym Kazama, mimowolnie się uśmiechnął, dając towarzyszom do zrozumienia, co jest ich następnym celem. - Więc ruszajmy. – oznajmił Aorth, z cichą nadzieją na to, że tym razem będzie to zwykła wędrówka, a nie sprint wytrzymałościowy, jak ostatnio. Droga na tereny olbrzymów z ich aktualnej pozycji zajmie im z pewnością co najmniej tydzień, jeśli oczywiście będą tylko wędrować. Jednakże nigdzie im się nie spieszyło, ponadto Kazama wyciągnął wnioski ze swej walki z Sattoshem. I pomimo iż nic nie powinno im w tej wędrówce przeszkodzić, wpadli w dość nieoczekiwane kłopoty, a było to w ich szósty dzień wędrówki, który tak naprawdę niczym nie różnił się od pozostałych.
  9. Zastanawia mnie to, bo to w końcu tylko trochę roboty, a może komuś z was da to frajdę
  10. Nie spisuj od razu wszystkich na straty
  11. A czemu by nie? Aby mieć kogo zabić
  12. Dawno tu nie byłem i od razu wpada mi w oko coś tak pięknego Co do slime, to sam się boje, a na drugie nie odpowiem
  13. - Jeden klon z tego dziwnego sakramentu i jeszcze dwa stworzone z energii duchowej. – podsumował patrząc na swojego przeciwnika. – Jeśli naprawdę myślisz, że taka tania sztuczka pomoże ci wygrać, to wiedz, że nie mam zamiaru przegrać. Kończąc swoją wypowiedz, Kazama w jednej chwili aktywował cały swój arsenał, tym samym przywołując na pole bitwy Zwiastuna, w którego dłoniach znajdowała się Kosa Żniwiarza. Ryuji natomiast trzymając w lewej dłoni runiczny miecz, a w prawej Ostrze Zaświatów przyjął jedną ze znanych pozycji do stylu dwóch ostrzy. „Na wszelki wypadek nie będę przechodził jeszcze w tryb zmory. W sumie to zapewne nawet nie będę musiał.” - W takim razie pokaż co potrafisz. Oczywiście jeśli te twoje zabawki w czym ci w ogóle pomogą. – kończąc zdanie, bez ostrzeżenia ruszył na Ryuzamę. Jego całkowicie niewidzialny klon zaatakował od tyłu, podczas gdy dwa duchowe podążały bezpośrednio za Sattoshem. Jednak ku jego zdziwieniu, ofensywa zawiodła, gdyż spotkała się z czym niespodziewanym. Ostrze trzymane przez Kazamę w prawej dłoni, pokierowane za pomocą jego niezwykłych zdolności zniszczyły dwa duchowe klony, tym samym ukazując mędrca całkowicie odsłoniętego. Oczywiście Zwiastun nie mógł przepuścić takiej okazji i natychmiast zaatakował starca, który został zmuszony do użycia klona w defensywie. „Ta istota nie wydaje się być żywa. Hm... dzieciak jednak nie jest taki zły. Zrozumiał, że moja zemsta będzie nieskuteczna przeciwko jego marionetce, więc zapewne w ten sposób będzie chciał prowadzić walkę.” - Nie do czekanie! – krzyknął wciąż nieugięty Sattosh. "Czarny Sakrament: Wiązanie" Energia mroku zaczęła zbierać się pod starcem i pochłaniać go samego. Wyglądało to niczym ruchome piaski wciągające bezbronnego mrocznego elfa, jednak w rzeczywistości w tym momencie mrok i mędrzec stawali się jednością. Kazama nie śmiał tego przerwać. Grzecznie czekał by ujrzeć jeszcze większą potęgę swojego wroga. Krew w nim wrzała z podekscytowania, a wzrok nie opuszczał Sattosha nawet na sekundę. „Co mi teraz zabawnego pokażesz?” Zapytał w myślach, po woli rozumiejąc w jaki sposób działa jego prawe oko. Po kilku chwilach ciało starca zniknęło w mroku, a następnie znikąd pojawiła się niszczycielska energia, która wstrząsnęła całym terenem objętym barierą. - Robi się ciekawie... – oznajmił Ryuji, którego włosy falowały na wietrze wraz z ubraniami. "Czarny Sakrament: Przebudzenie" - Dziadku, czy ty naprawdę to zrobiłeś? – zapytała się z niedowierzaniem Aria. - Skoro masz siłę by zadawać pytania, zabierz Sartiona i Aortha na zewnątrz bariery. Powinnaś być w stanie zrobić to dzięki swojej sekwencji. - Jeśli to zrobię wasza walka może zniszczyć miasto!!! Nie mogę do tego dopuścić!!! – wykrzyczała w trosce o mieszkańców miasta. - Spokojnie, od razu po tym jak opuścisz barierę, postanowię kolejną. – oznajmił bez zawahania, pomimo iż nigdy wcześniej nie bawił się tego rodzaju zaklęciami. - Nikt stąd nie wyjdzie! – w głosie mędrca nie było już nic z mrocznego elfa, którym był. Przez całe jego ciało przechodziły smugi czarnej energii, a pod jego stopami jego cień szalał jakby w każdej chwili miał się w coś przeobrazić. Oczy starca całkowicie wyblakły, podobnie jak skóra, a psychopatyczny uśmiechem ujawnił się na jego twarzy. - W tej chwili sprostałbym w walce, każdemu kto jest o krok od poziomu półboga. Może ugniesz się przed moją potęgą? Wtedy będę cię torturował tylko kilka dni. W przeciwnym wypadku zrobię ci z twojego nieśmiertelnego życia piekło. Piekło? O to dobre. Na starość żart mi się wyostrzył. - Za dużo gadasz. – rzekł ze spokojem Kazama, który wraz ze Zwiastunem u boku rzucił się do ataku. Lecz jego atak okazał się być nieefektowny, natomiast nowa defensywa mędrca absurdalna. W tej chwili wokół niego znajdowało się ponad tuzin duchowych klonów nie wspominając już o tych kilku, którzy całkowicie znajdowali się poza granicami postrzegania Kazamy. Ciało chłopaka zostało wprawione w ruch, przez ataki klonów, a po chwili walka stała się całkowicie jednostronna. Szereg klonów Sattosha okładał Ryujiego zadając mu śmiertelne rany, a jego Zwiastun został unieruchomiony przez niewidzialnych. Wtem bariera padła, a Kazama tylko uśmiechnął się, po czym wróciła ona do pierwotnego stanu. - Tryb Zmory. – wypowiedział i wykonał, będąc pewnym nagłego zwiększenia zdolności bojowych. „Dlaczego?” Jego technika nie tylko się nie aktywowała, ale i wywołała dodatkowy ból. - Jakim cudem? – wykrztusił z siebie, będąc ranionym przez klony. - Co jest? Nie chciałeś przypadkiem czegoś zrobić? – mędrzec zadrwił z Ryuzamy i odwołał duchowe klony, by własnoręcznie wykończyć chłopaka. „Szlag, co jest? Czemu nie mogę wejść w tryb zmory?” Rozpacz Kazamy zaczęła się pognębiać, pomimo tego, że jest nieśmiertelny. On po prostu nie mógł zaakceptować tego, że pomimo odzyskania siły i okiełznania części energii nieznanej istoty w jego wnętrzu, tak szybko znalazł kogoś, kto go zdominował w walce. - Niedopuszczalne! – wykrzyczał, nie mogąc się z tym pogodzić. „O czym ja myślałem, nie zabijając go od razu?” Zadał sobie to pytanie, a w odpowiedzi przypomniał sobie minę Arii, gdy zapytał nią o to, czy zabić jej dziadka. - Czarny sakrament: Uwol... – Kazama nie dokańczając tego, co chciał zrobić, ujrzał, jak Aria od tyłu oplata szyję swojego dziadka ramionami. - Dziadku przestań. Wystarczy. – wraz z tymi słowami aktywowała swoją sekwencję, która ku zdziwieniu Sattosha, naprawdę była w stanie odwołać wszystkie aktywowanego przez niego Sakramenty. - Wnuczko... – wydusił z siebie, opadając z sił. - Dziadku... przepraszam. Naprawdę prze... - Zawiodłaś mnie. – Sattosh wypowiedział te słowa, po tym, jak przebił swoją wnuczkę ostrzem stworzonym z mroku. – Musisz odpokutować za swoje grzechy. Kazama widząc tę scenę, nagle spojrzał w górę i ujrzał nienaruszoną barierę. „Rozumiem. Odniosła chłopaków na zewnątrz i wróciła tu, nim postawiłem tę barierę.” Oznajmił, anulując ją, a tym, co ujrzał, było wielu wojowniczo nastawionych mrocznych elfów. - Ktoś śmiał tak upokorzyć moich synów! – z doniosłym krzykiem wyszedł z tłumu elf o długich białych włosach i szerokich barach. Jego postawa była niezachwiana, a wzrok nieugięty. Zupełnie jakby patrzył swojej zwierzynie w oczy przed jej śmiercią. Ten wzrok przeszywał w szczególności Kazamę, który od razu wyczuł napięcie wśród żołnierzy, czekających na rozkaz. - Pojmać wszystkich! Mędrzec nie jest wyjątkiem! – jego rozkazy dobiegły uszu żołnierzy, którzy natychmiast przekroczyli były próg bariery i otoczyli całą trójką. Kilku szybko też znalazło nieprzytomnych towarzyszy Ryujiego, który w tej chwili nie tylko czuł się pokonany przez nieprzytomnego starca, ale i upokorzony przez Arię. Dziewczyna bowiem dokonała czegoś, czego on nie był w stanie zrobić. - To by było na tyle. – oznajmił doniośle, a jego głos dotarł do wszystkich znajdujących się w okolicy. Elfy widząc jego spokojną postawę, stali się ostrożniejsi, w końcu przed tym osobnikiem leżał nieprzytomny mędrzec ze swą utalentowaną wnuczką. Kazama wiedząc, że nie zrobią żadnego gwałtownego ruchu, ukucnął przed Arią i Sattoshem. Dziewczyna wykrwawiała się, a starzec nieregularnie oddychał. - Bywajcie. - tylko tyle padło z jego ust.